Aktualności

Piszą o „Dziadach”

Dziadach w reżyserii Eimuntasa Nekrošiusa, przygotowanych w sezonie jubileuszowym 250-lecia Teatru Narodowego, piszą recenzenci i teatralni blogerzy:

Centralnie: Marcin Przybylski (Guślarz), od lewej: Szymon Nowak, Adrian Zaremba, Anna Grycewicz, Magdalena Warzecha, Karol Dziuba, Joanna Gryga, Kamil Mrożek, Bartłomiej Bobrowski, Katarzyna Dorosińska, Paulina Szostak, Paulina Korthals (Dusze).„W olśniewających Dziadach Eimuntas Nekrošius zrywa z polską tradycją czytania arcydramatu Mickiewicza, szuka ukrytych znaczeń zapisanych w nim słów. Podszywa spektakl gorzką ironią, daje wybrzmieć śmiechowi, mnoży zagadki i pytania. [...] Teatrowi Narodowemu przybyło przedstawienie dla jego misji doskonałe. Kto jeśli nie narodowa scena ma przewartościowywać klasykę, oświetlać ją inaczej, choćby litewskim światłem?” – pisze Jacek Wakar w „Gazecie Prawnej”, w dodatku Kultura. Czytaj więcej →

„Nie zrzuciliśmy narodowych masek, o czym marzył Wyspiański. Jakiekolwiek nieszczęście się zdarzy – najłatwiej jest nam włączyć zgraną już płytę mickiewiczowskiej martyrologii, jedyny soundtrack polskiego patriotyzmu. [...] Nekrosius podobnie jak Englert w niedawnym Kordianie uważa polski romantyzm za sprawkę diabelskiej pychy i jedynym partnerem romantycznego bohatera czyni Diabła. To on podszywa się pod Guślarza (Marcin Przybylski), który nakręca rytuał rozpamiętywania przeszłości na cmentarzu – na ziemi zrytej lejami i dziurami, w które wpadają co chwila polscy obrzędnicy. Wracanie do historii nie pozwala nam iść do przodu” – o spektaklu pisze Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej”. Czytaj więcej → 

„Eimuntas Nekrošius – uznany w Europie mistrz teatru litewskiego – Dziady Mickiewicza przerabia na «swój» teatr [...]. Makówki, także w wersji z namalowanym upiornym uśmiechem, jak dynie na Halloween, stają się powracającym motywem przedstawienia, które jest 4,5-godzinną, momentami irytująco niejasną, a momentami zaskakująco ostrą i trafną satyrą na polskie «życie snem». Snem nie tyle o wolności, co o wielkości, który bywa koszmarem, także – jak zdaje się nam mówić Litwin – dla sąsiednich krajów” –  pisze Aneta Kyzioł w „Polityce”. Czytaj więcej → 

„...Reżyser z Litwy nie obawia się niczego. Subtelnie, acz brutalnie, żegna się z politycznymi interpretacjami dramatu. Przypomina, nie bez racji, że przecież dramat naszego wieszcza nie jest utworem realistycznym. [...] Tak magiczne przecież, mistyczne Dziady zmuszą nas do myślenia na innych poziomach, niż tylko przez pryzmat narodowych wojenek. Mocne i cenne!” – stwierdza Włodzimierz Neubart (Sakis) na blogu chochlikkulturalny.blogspot.com. Czytaj więcej → 

Dziady Eimuntasa Nekrošiusa są wielopiętrowym, złożonym, wyjątkowym dziełem. Nadbudowa formalna doprowadziła, że tekst jest tylko jednym ze środków wyrazu, jednym z wielu narzędzi komunikacyjnych budujących przekaz. Zneutralizowany, przycięty uspokoił się w ekspresji wypowiedzi. Wybrzmiewa całkiem normalnie. Zwyczajnie. W tym kształcie pozwala spokojnie zastanowić się nad pojemnością dzieła naszego wieszcza, który życie potrafił przekuć w sztukę życia w kolejnych pokoleniach rozbudzając emocje, nadzieję i siłę” – czytamy w portalu okiem-widza.blogspot.com. Czytaj więcej →

„Eimuntas Nekrošius nie wystawia dramatu Mickiewicza, żeby z litewskiej perspektywy powiedzieć nam, o czym to jest i czemu źle go dotąd czytaliśmy. Te Dziady trzeba czytać kluczem jego osobistych poszukiwań, ustawiać w szeregu innych, wcześniejszych przedstawień, które podpisał. Położone obok spektaklu Zadary, Passiniego czy Rychcika prowokowałyby co najwyżej do stwierdzeń, że jeden artysta widzi w Dziadach jedno, drugi coś innego. [...] Trzeba więc wymazać kartkę do czysta. I spojrzeć na dzieło Mickiewicza oczami Nekrošiusa”.
Dziadach Nekrošius prowadzi Konrada za rękę przez piekło literatury i wspomnień, które Konrad sam sobie stworzył, napisał, wymyślił. Dlatego są to Dziady jakby pojedyncze, samotne, szukające zbawienia dla jednego człowieka, a nie wspólnoty i narodu. I również dla samego Nekrošiusa, bo on się z pomnikiem Mickiewicza mierzy, w portrecie Konrada-kreatora się odnajduje. [...] 
Nekrošius znajduje wizualny ekwiwalent myślowej zawartości wypowiadanego fragmentu, zapisuje go w serii czynności scenicznych lub tableau vivant. Z rozpędu bierzemy się za deszyfrację i wtedy okazuje się, że ten obraz oświetla wybrzmiałe dopiero co partie mówione, ma w nich swoje kotwice. No i wracamy myślą do tego, co usłyszeliśmy i wydaje się, że słowa istnieją na scenie dłużej, niż były naprawdę. Przełożone na pantomimę i piktogramy. To daje piękny efekt, ale niezmiernie wymagający, bo żąda od widza pełnej koncentracji, otwartości i zaufania reżyserowi” – swoimi przemyśleniami na temat spektaklu dzieli się Łukasz Drewniak w „K/101. Dziady. Rękodzieło. Część I w portalu teatralny.pl. Czytaj więcej →

Przed nadmierną uczuciowością broni reżysera z Litwy jego wyrafinowany styl, łączący prostotę scenicznego realizmu z minimalizmem form choreograficznych, plastycznych i dźwiękowych, które budują metaforę. [...] Kameralna, napisana na instrumenty akustyczne, ale i elektroniczne muzyka Pawła Szymańskiego tworzy w tym spektaklu klimat dla scen dramatycznych i lirycznych, które reżyser zainscenizował ze świadomością ich własnej «muzyczności». Zrobił to w sposób zaskakujący, przenikliwy i piękny, sam bowiem jest poetą w teatrze, który swoje zadanie pojmuje jako interpretację dzieła dramatycznego, czyli takie «tłumaczenie» jego sensów, które jest jednocześnie «przekładem» na autonomiczne znaki sceniczne. Nie podważają one głównego sensu dzieła Mickiewicza, ale umieszczają w innym rejestrze, jak może powiedzieliby muzykolodzy” – w recenzji „Dusza z ręki poety” pisze Jacek Kopciński w miesięczniku „TEATR”. Czytaj więcej → 

„Te Dziady Nekrošius wywodzi z samego słowa, to poezja stwarza na scenie jedyną wartą usankcjonowania możliwość rozmowy o życiu i śmierci. Niczego więcej nie potrzeba, spojrzenie na historiozoficzny wymiar dziejów też tłumaczy się w tej sferze, w niej się zawiera jako wspomnienie, opowieść przodków, jeszcze raz śniony sen o wcieleniach tego samego cierpienia. [...] Reżyser przyjmuje dla swojej realizacji jedną, lecz wystarczającą oś scalającą wszystkie części. Podstawową, rzecz można, prawdę Dziadów. Obcowanie żywych z umarłymi, przenikanie się ich światów w każdym momencie, nawet wtedy, gdy wywołuje to groteskę i zakłóca porządek, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Po raz kolejny zresztą decyduje w tych chwilach poetyka snu, który powraca w nieoczekiwanych konfiguracjach. [...] Nekrošius gra często prostymi skojarzeniami, jakby to umysł dziecka decydował o tym, co w danym momencie nada słowu najsprytniejszy kontrapunkt. W wielu fragmentach tych Dziadów robi to piorunujące wrażenie... [...] ...to Jan Englert powiedział nie tak dawno, że ma najlepszy zespół w Polsce. No i teraz ma Dziady, najważniejsze dzieło za swojej dyrekcji pewnie od czasu Kosmosu Jarockiego” – ocenia Przemysław Skrzydelski w recenzji pt. „Wokół cmentarza” wSieci. Czytaj więcej →

„Wyobraźnia reżyserska Nekrošiusa jest nieograniczona, jego zdolność do budowania nieoczekiwanych, wielopiętrowych, wielowymiarowych teatralnych metafor, do tego głęboko zakorzenionych w tekście i kulturze, jest porażająca. Każda z nich zdumiewa inteligencją, chirurgiczną precyzją i konsekwencją, a metafizyka – raz po raz pojawiająca się na ich styku – była dla mnie źródłem głębokich i oczyszczających przeżyć” – wyjawia Tomasz Domagała na blogu domagalasiekultury.blog.pl. Czytaj więcej →

Na pierwszym planie: Grzegorz Małecki (Gustaw-Konrad), na drugim planie: Paweł Paprocki (Diabeł), Wiktoria Gorodeckaja (Maryla). Fot. Krzysztof Bieliński

„Nekrošius powiódł mnie ścieżką, której istnienia zupełnie nie zakładałem. Robiąc przedstawienie niebywale autorskie, potężnie naznaczone własną wizją, okazał się najwierniejszy samemu Mickiewiczowi – geniuszowi, który nie daje się włożyć w jakiekolwiek jednoznaczne ramy. Pokazał, że Mickiewicz tyleż do Polaków należy, co do nich nie należy i że może być z powodzeniem odczytywany poza martyrologiczną sztancą. I nawet powinien, bo dopiero wówczas jego słowa – jakże chętnie klepane bez zrozumienia niczym narodowy różaniec – stają się klarowne” – stwierdza Andrzej Saramonowicz w portalu naTemat.pl. Czytaj więcej → 

„Myśląc o walorach inscenizacyjnych tych Dziadów, trzeba powiedzieć, że takich Dziadów w teatrze polskim jeszcze nie było. Wszystkie bowiem, nie wyłączając przedstawienia Adama Hanuszkiewicza, były dostojne – mimo ruchu i zmienności form czy rytmu jakoś statyczne. [...] I zawsze były bardziej skupione na słowie niż na przeżywaniu, grze, geście, ruchu w przestrzeni. Te Dziady zostały zaaranżowane przede wszystkim jako widowisko...” – o spektaklu pisze Bożena Frankowska w portalu AICT-Sekcja Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych. Czytaj więcej →

Dziady Nekrošiusa są dziełem wybitnym, materializacją nieokiełznanej wyobraźni litewskiego reżysera, wizją teatru pokazaną z perspektywy artysty postrzegającego rzeczywistość w nieoczywisty sposób. Niejednokrotnie będziemy do tej inscenizacji wracać, analizować poszczególne sceny, role, badać znaczenie wyjątkowych kostiumów Nadeždy Gultiajevej, o których można by napisać osobny esej. Będziemy słuchać rewelacyjnej muzyki Pawła Szymańskiego i zastanawiać się nad sensem wykorzystanych przez niego motywów. Będziemy podziwiać genialne reżyserskie pomysły, tworzące coś na kształt ogrodu o rozwidlających się ścieżkach. Możemy pójść w różnych kierunkach, ale niezależnie od tego, jaką trasę wybierzemy, każda okaże się fascynującą wyprawą w świat literatury i teatru, w głąb natury człowieka i artysty” – podsumowuje Malwina Głowacka w portalu teatralny.pl. Czytaj więcej → 

 

O kreacjach aktorskich w Dziadach:

Grzegorz Małecki (Gustaw-Konrad). Fot. Krzysztof Bieliński„...Małecki zmienia Wielką Improwizację w wyznanie przegranego racjonalisty, logika, co nie umie uporządkować świata, choć zdaje sobie sprawę z własnego potencjału. Świetna kreacja Małeckiego jest zwycięstwem aktorskiej pokory, budowana z kilku mocnych znaków, jak ciężki krok, mocny głos, rozczapierzone palce rąk. Mateusz Rusin rzuca zupełnie inne światło na księdza Piotra, w widzeniu zamieniając go w... bociana, targanego na różne strony przez powołanie i misję ocalenia narodu. Kilkoma ostrymi kreskami powinności stania po stronie dobra swą Kmitową rysuje Magdalena Warzecha – cieszy powrót zbyt rzadko obecnej na scenie znakomitej aktorki. Równoprawną wobec Konrada postacią staje się Guślarz w doskonałym wykonaniu Marcina Przybylskiego, potem przeistaczający się w Diabła. Nie ma wątpliwości, że mamy w całości do czynienia z szatańską rozgrywką, co przywołuje inne znaczenie samego obrzędu”. (Jacek Wakar w „Gazecie Prawnej”,  w dodatku Kultura. Czytaj więcej →)

„To już jest inny Gustaw, Konrad. Nowoczesny, dzisiejszy, współczesny. Bez złudzeń, sentymentów, które jeśli chce, może zagrać dla świata a nawet przed Bogiem. Spokój, pełna kontrola, opanowanie wynikające z pewności siebie”. (okiem-widza.blogspot.com. Czytaj więcej →)

„[Małecki] Gdy mówi, do niczego już nie przekonuje, swoją ideę podaje jako jedno z możliwych rozwiązań, dokładnie tak, jakby budował z Bogiem wspólny projekt, który wymaga wyrównanych negocjacji. Fenomenalnie przemyślana strategia Nekrošiusa, na pewno piekielnie trudno Małeckiemu rozpracować w sobie każdy jej szczegół, pozostanie o nią niespokojny, ale w gruncie rzeczy niesłusznie. Udało mu się coś niezwykłego: pokonać nasze oczekiwania i przekonać do tego, że Konrad jest jednym z nas, co więcej, wcale nie stanowi centrum tej opowieści, choć zaczyna, próbując wszystkim wmówić, że walczy o szczególną pozycję. Jego Konrad walczy także z samym Mickiewiczem, biorąc siebie w nawias. Mistrzostwo roli mimo wątpliwości, niepewność w imię uczciwości”. (Przemysław Skrzydelski w recenzji pt. „Wokół cmentarza” wSieci. Czytaj więcej →)

„Małecki jest Konradem bezradnym, a przez to wzruszającym i tragicznym. Jest przy tym do bólu polskim inteligentem współczesnym: kiedy mówi „daj mi rząd dusz!”, nie tylko nie wierzy w ów rząd dusz, ale i w istnienie samego Boga, który miałby mu go dać. Konrad Małeckiego nie żąda, on prosi i skamle, ale za tą bezwstydnie ujawnianą niemęską słabością stoi najdramatyczniejszy z metafizycznych dramatów: Bóg nie chce się ze mną podzielić nie dlatego, iż zazdrośnie strzeże swej potęgi, ale dlatego, że go po prostu nie ma. Zatem skamlenie jest formą przywołania Boga w ogóle, a nie Boga, co do którego istnienia nie ma się wątpliwości, a ma się je jedynie wobec jego intencji”. (Andrzej Saramonowicz w portalu naTemat.pl. Czytaj więcej → )

„Takiej Wielkiej Improwizacji na polskiej scenie jeszcze nie słyszano. Grzegorz Małecki jako Konrad w inscenizacji Eimuntasa Nekrošiusa na Scenie Narodowej zamiast po gwałtowne gesty, patetyczne i mocno artykułowane frazy i całą tę gorączkę emocjonalną z repertuaru romantycznego – sięga po intymność. Jego zmagania z Bogiem przypominają bez mała rozmowę z przyjacielem, emocje są powściągane, a zastosowane środki ekspresji zdumiewają prostotą. [...] Na naszych oczach zamiast Konrada ekstrawertyka rodzi się introwertyk”.
„...w inscenizacji Nekrošiusa można odnaleźć wiele innych odmienności i piękności, nieprzeczuwanych wcześniej, które artysta wydobywa w zgodzie z własną teatralną wyobraźnią i sposobem widzenia świata. Zaskakująca jest groteskowa interpretacja postaci Senatora (Arkadiusz Janiczek), który tym razem nie tyle odstręcza swoją obłudą i okrucieństwem, ile bezradnością prowincjonalnego głupca. Zdumiewa związanie postaci Guślarza i Diabła w jedną (Marcin Przybylski), co wpisuje ją w tradycję faustowską i sprawia, że światem mroku i guseł zarządza ciemna moc. Takich odkryć można by odnotować więcej, a jeszcze więcej osiągnięć aktorskich (Wiktoria Gorodeckaja jako Dziewczyna, Mateusz Rusin jako Ksiądz Piotr)”. (Tomasz Miłkowski w w portalu AICT-Sekcja Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych. Czytaj więcej → )

„Mateusza Rusina wpycha Nekrošius w jedno z najtrudniejszych zadań tego spektaklu i jednocześnie chyba najbardziej perwersyjną scenę tych Dziadów, która ma w sobie coś z przewrotności Swinarskiego. Oto Ksiądz Piotr wyciągnięty na środek sceny przez dwoje dzieci-aniołków ulega wyśmianiu totalnemu. Dla ostrości sytuacji jeszcze oświetlą go dwoma reflektorami. Chyba tylko aby przekazać, że ma prawo do przepowiadania przyszłości ojczyzny, Rusin przemienia się w bociana, czyli też w polskie barwy.[...] Nekrošius zbudował obraz niezwykle intensywny, wbudowując sielankową symbolikę w przestrzeń prowokacji. Rusin zaś poraża, odnajdując w tym wyśmianiu siłę, by wykrzyczeć swoje”. „Rollisonowa Kingi Ilgner z kolei przełamuje ten nastrój, nagle rzeczywistość staje się namacalna, a groteska przechodzi w tragedię. Senator też staje się nad wyraz realny, gdy Rollisonowa jako zmaltretowanie ciało syna wciska mu w ramiona snop zboża, próbując go podpalić. Janiczek rozwija tę rolę tak, by w kilkanaście minut osiągnąć najtrudniejsze rejestry z innych gatunków. Ilgner ma w tym sensie już zadanie łatwiejsze, ale to ona tę tragedię wprowadza na salon. Poza tym wie, że wielu czeka na obraz matki tak ugruntowany w polskim teatrze. Ilgner i Janiczek – kolejni triumfujący w śnie Nekrošiusa”. 
„Tak ustawionych scen zbiorowych nie pamiętam od czasu największych dzieł Grzegorzewskiego na narodowej scenie, choć to i tak porównanie dalekie. Precyzja Nekrošiusa, plastyczny wymiar ruchu, istnienie aktorów w oświetleniu – trudno tu o konkurencję, zwłaszcza dziś. No i Przybylski. Jego dyskretne przechodzenie od pewności siebie Guślarza po dyskretną obecność diabła. I świadomość finału, gdy rozumie, że dopełnia się cykl, w którym pojęliśmy prawdę, czym te «Dziady» były. Życiowa rola. Zwyczajnie nie sposób w niej już niczego poprawić”. (Przemysław Skrzydelski w recenzji pt.„Wokół cmentarza” wSieci. Czytaj więcej →)

„Aktor zawsze musi umieć odnaleźć się w przestrzeni teatru. Magdalena Warzecha robi to znakomicie. Różnicuje estetykę scen, w których się pojawia, w scenie z Rollisonową zachowuje się tak, że upada cały mit, który wykształciło dwieście lat obcowania z mickiewiczowskim tekstem”. (Włodzimierz Neubart (Sakis) na blogu chochlikkulturalny.blogspot.com. Czytaj więcej → )

Na zdjęciach, od góry:
1. Centralnie: Marcin Przybylski (Guślarz), od lewej: Szymon Nowak, Adrian Zaremba, Anna Grycewicz, Magdalena Warzecha, Karol Dziuba, Joanna Gryga, Kamil Mrożek, Bartłomiej Bobrowski, Katarzyna Dorosińska, Paulina Szostak, Paulina Korthals (Dusze). Fot. Krzysztof Bieliński
2. Na pierwszym planie: Grzegorz Małecki (Gustaw-Konrad), na drugim planie: Paweł Paprocki (Diabeł), Wiktoria Gorodeckaja (Maryla). Fot. Krzysztof Bieliński
3. Grzegorz Małecki (Gustaw-Konrad). Fot. Krzysztof Bieliński

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj