Aktualności

Recenzenci o „Soplicowo – owocilpoS...”

O autorskim spektaklu Piotra Cieplaka Soplicowo – owocilpoS. Suplement – ostatniej premierze przygotowanej w sezonie jubileuszowym 250-lecia Teatru Narodowego – piszą recenzenci i teatralni blogerzy: 

Na pierwszym planie: Piotr Grabowski, Paulina Korthals, Jerzy Łapiński, Ewa Konstancja Bułhak, Marcin Hycnar. Na drugim planie: Marcin Przybylski, Anna Lobedan, Waldemar Kownacki. Fot. Tomasz Urbanek / East News„Można powiedzieć, że kiedy Piotr Cieplak zainscenizował Pana Tadeusza, zrobił ten spektakl o Polsce A – tej dworkowej, hrabiowskiej, malowanej «złotem rozmaitem». A teraz w Soplicowie pokazał, że była też Polska B, biedy, analfabetów. Ale ten przekaz brzmi bardzo współcześnie, a nawet futurystycznie. Ta Polska, którą pokazał Cieplak, zatraciła w sobie pojęcie wspólnoty. Stała się pośmiewiskiem, skansenem, na który z ciekawością, a może drwiną patrzą zza siatki turyści” – stwierdza Jan Bończa-Szabłowski w „Rzeczpospolitej”. Czytaj więcej →

„Suplement jest zwieńczeniem wyreżyserowanego przez Cieplaka cyklu czytań ksiąg Pana Tadeusza, tam padły «wszystkie słowa» wieszcza, tu nie pada żadne. Tam soplicowska wyobrażona polska arkadia podszyta była krytyką narodowych wad i ironią, tu – pozbawiona autorefleksji, oparta na rekonstrukcjach i rytuałach, zamienia się w swoje przeciwieństwo, owocilpoS” – pisze Aneta Kyzioł w „Polityce”. Czytaj więcej → 

„Cieplak pokazuje nam stronę odrażającą, brudną i złą naszego świata, ale bez cienia pogardy dla tego zgnuśniałego, momentami śmiesznego rezerwatu ludzkiego, w którym dominuje zasada «słabsi niech giną». Chwilami wyczuwalna jest empatia dla bohaterów, pozbawiona jakiejkolwiek «inteligenckiej» wyższości. Przygnębia jednak ich zamknięcie i ksenofobia. Oglądamy zatem coś w rodzaju skansenu skazanego na pośmiewisko. Nie słyszę jednak w Suplemencie pogardy dla opisywanej rzeczywistości, słyszę bezbrzeżny pesymizm. [...] Doskonale potrafi on pokazać, jak obezwładniające są polskie kompleksy narodowe, to poczucie ciągłego niedowartościowania przez świat, narodowy sadomasochizm, przybierający czasem karykaturalne formy” 
– swoimi przemyśleniami na temat spektaklu dzieli się Andrzej Luter w portalu Laboratorium WIĘZI. Czytaj więcej →

„Często podkreśla się, że spektakle Cieplaka mają strukturę muzyczną – że reżyser nie buduje ich wokół fabułek czy też z mechanicznego klejenia epickich scenek. I nie chodzi o to, że w jego przedstawieniach często i dużo gra muzyka, ani też o to, że aktorzy bawią się wypowiadanymi głoskami. Cieplak umie organizować czas, jak organizują go kompozytorzy: z powracających motywów i melodii, z kontrapunktów i akordów, z rytmów i pojedynczych akcentów tworzy światy opowiadające i przekazujące emocje. Choć operuje na scenie materią rekwizytów i często bardzo znaczącymi słowami, to przecież – wydaje się – są one jakoś wtórne wobec tej niematerialnej, muzycznej struktury jego prac. Jego wrażliwość nie jest wrażliwością ilustratora czy kopisty. A jeśli ktoś, słuchając orkiestry, umie usłyszeć więcej niż główne melodie, to właśnie w spektaklach Cieplaka odnajdzie ten szczególny rodzaj zachwytu towarzyszącego uwolnieniu od doraźności skojarzeń. Jasne, nie chodzi o zabawę abstrakcją, ale o dzieło, które panuje nad swoimi regułami. 
I może właśnie niemal całkowita rezygnacja ze słów (całkowita, jeśli weźmiemy pod uwagę to, co się mówi na żywo) w ostatnim spektaklu Cieplaka sprawia, że muzyczna struktura staje się bardziej dostrzegalna niż w poprzednich pracach. Aktorzy nie mówią zdań, które moglibyśmy streszczać, zaś z ratunkowego pontonu, którym mogłaby być fabuła narodowej epopei, z każdą minutą uchodzi coraz więcej powietrza” 
– o spektaklu pisze Piotr Olkusz w portalu teatralny.pl.  Czytaj więcej → 

„...Jednak znaczenie wspaniałego przedstawienia Cieplaka wykracza poza tak zwane aktualności. Cieplak buduje na scenie Narodowego - mimo wszystko i ponad wszystkim  wspólnotę. Buduje ją na refleksach z romantyzmu, Fredry, jak wiele w tym Gombrowicza! No tak, jest to wspólnota skrachowana, upadła, czasem śmieszna, ale wciąż wzruszająca, jak w powracającej sekwencji złamanego poloneza w rytm muzyki Pawła Czepułkowskiego granej olśniewająco przez aktorski kwartet Lobedan  Rusin  Przybylski  Paprocki. Jest to wspólnota na koniec godna współczucia. Nasza. 
Można do Suplementu powracać, rozszyfrowując sensy poszczególnych sekwencji, badając wymowę rekwizytów i kostiumów, śledząc zasadę choreografii Leszka Bzdyla i zmienny muzyczny rytm widowiska. Trzeba od razu powiedzieć jedno. Jest nowe przedstawienie Teatru Narodowego wielkim zwycięstwem jego zespołu aktorskiego. Żadnego z aktorów z osobna, chociaż ich zmienione charakteryzacją twarze mam ciągle przed oczami. Zespołu właśnie. Niezwykłe, jak Radziwiłowicz zdziera z siebie Radziwiłowicza, by stać się anonimowym trybem scenicznej maszyny, Bułhak wyrzuca z siebie Bułhak, Mikołajczak jest Mikołajczakiem, ale w istocie już Mikołajczakiem nie jest. To samo z Grabowskim, Hycnarem, Hamerskim, Gorodecką, Stippą, Ułas, Łapińskim i wszystkimi innymi. Wielkość w pokorze, pokora w wielkości. 
Widmowy seans Piotra Cieplaka jest także suplementem do jubileuszowego sezonu 250-lecia Teatru Narodowego. Najpierw mieliśmy w jego trakcie Kordiana Jana Englerta, potem Dziady Eimuntasa Nekrośiusa, wreszcie PANA TADEUSZA — wszystkie słowa oraz Suplement. Nie mogę pozbyć się wrażenia, iż owymi wielkimi inscenizacjami Narodowy jasno pokazał innym ich miejsce w szeregu, udowodnił, że słonia wcale nie robi zastępczo większa liczba królików. Dał inny wymiar teatralnej dyskusji o Polsce. Kto będzie gotów ją podjąć? 
– podsumowuje Jacek Wakar w „Gazecie Prawnej”,  w dodatku „Kultura”. Czytaj więcej →

Na zdjęciu, na pierwszym planie: Piotr Grabowski, Paulina Korthals, Jerzy Łapiński i Ewa Konstancja Bułhak. Fot. Tomasz Urbanek / East News



Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj