Aktualności

Teatr elementarny. Z Barbarą Klicką i Piotrem Cieplakiem rozmawia Adam Lipszyc

Piotr Cieplak pracuje nad przedstawieniem na podstawie Elementarza, poetyckiego tekstu Barbary Klickiej. Prapremiera na dużej scenie Teatru – 7 grudnia.

„To będzie spektakl o próbie ponownego stawania na nogi – mówi reżyser – o tym, że to odzyskiwanie elementów, dogrzebywanie się znaczeń podstawowych, to jest jakaś nasza powinność. Trzeba przynajmniej próbować powiedzieć sobie: to jestem ja, to nie jestem ja, to jest prawda, to jest nieprawda…” 

[Pełen tekst rozmowy zamieszczony jest w programie do przedstawienia.]

Na zdjęciu: Piotr Cieplak, fot. Andrzej Georgiew

Adam Lipszyc: Zrobiliście wspólnie spektakl inspirowany Elementarzem Mariana Falskiego, ale – jak wieść niesie – nie jest to przedstawienie dla dzieci. Czy to prawda? O co chodzi w tym przedsięwzięciu?

Barbara Klicka: Odwołuję się nie tylko do Elementarza, ale także do Alicji w Krainie Czarów. Nasza główna bohaterka Ala powstała ze zderzenia, ze spotkania dwóch dziewczęcych postaci: Ali z Elementarza i Alicji w Krainie Czarów. Z tą różnicą, że nasza bohaterka z pewnością nie jest już dzieckiem. Sens spotkania tych dwóch Al byłby mniej więcej taki, że Ala z Elementarza to postać, która przemieszcza się w alfabetycznym, uporządkowanym trybie i tempie, natomiast Alicja w Krainie Czarów odpowiada za surrealizm, który patronuje tej sztuce. Tyle jeśli chodzi o tekst.

Piotr Cieplak: Całą historię można w skrócie dość łatwo opowiedzieć. Alicja to dorosła, dzisiejsza kobieta. Nie znamy szczegółów jej życia, nie wiemy, czy pracuje w korporacji, czy w bibliotece, ale możemy ją jakoś rozpoznać. Ta Ala jest zgubiona, jej wewnętrzny alfabet, jej elementarz, jej rozpoznawanie świata, kierunków i znaczeń uległy pomieszaniu. Nie wydaje mi się, żeby to poczucie zagubienia i dezorientacji było czymś szczególnie wyjątkowym. W większym lub mniejszym stopniu każdy z nas może dzielić tego typu niepokój co do tego, gdzie jest prawo, gdzie jest lewo, jak nazywać rzeczy. Te znaczenia i sensy są rozchwiane. Ala po trosze to sobie uświadamia, po trosze tylko przeczuwa. W każdym razie, zupełnie jak Alicja w Krainie Czarów, w sposób nieplanowany spada do nory. Spada może w swoją wyobraźnię, w jakiś sen. I tam odbywa – sama dla siebie albo za pośrednictwem i dzięki pomocy tych postaci, które tam zastaje, postaci z jej wyobraźni, z surrealistycznego snu – podróż, którą porządkują litery alfabetu. Przynajmniej początkowo towarzyszy jej przekonanie, że jeśli przejdzie sobie te litery, jeszcze raz odtworzy wypadki świata, powtórzy lekcje z A, B, C, D – no, to ta podróż zakończy się jakimś wyjaśnieniem spraw, rekonstrukcją znaczeń. To jest taka historia.

[…]

AL: A po co to robicie?

PC: Nie chcieliśmy raz jeszcze ogłaszać, że oto wszystko się rozpadło. Że żyjemy w chaosie, w postświecie, abecadło z pieca spadło i teraz będziemy już tylko się tak od ściany do ściany odbijać – albo nawet od postściany. To zrozumiałe, że teatr często pokazuje rzeczywistość w ten sposób, ale my, robiąc nasz spektakl Elementarz, chcieliśmy zrobić coś innego. Nie tyle na nowo odbudować i na nowo ponazywać świat, bo to brzmiałoby i śmiesznie, i naiwnie, i przede wszystkim byłoby to jakieś nadużycie. Ale chcielibyśmy przedstawić na scenie gest poszukiwania znaczeń – gest heroiczny, trochę żałosny, czasem śmieszny, a przecież ludzki. To pragnienie nadaje naszemu spektaklowi jaśniejszą barwę.

BK: Albo można by powiedzieć, że jest to spektakl o pochwale dzielności, o geście ponownego definiowania, o próbie podejmowanej po każdym rozpadzie…

PC: …o próbie ponownego stawania na nogi, o tym, że to odzyskiwanie elementów, dogrzebywanie się znaczeń podstawowych, to jest jakaś nasza powinność. Trzeba przynajmniej próbować powiedzieć sobie: to jestem ja, to nie jestem ja, to jest prawda, to jest nieprawda, może mi się tylko wydaje, może się mylę, ale upór wpisany w to poszukiwanie jest wartością.

BK: Wychodzi na to, że robimy spektakl o uporze nazywania.

AL: Posługując się określeniem Ludwika Heringa można chyba powiedzieć, że robicie „teatr elementarny”. Zgodnie z etymologią słowa „radykalizm”, wasze przedsięwzięcie zasługuje też na miano „radykalnego” – bo szukacie korzenia.

PC: Owszem, ja mam poczucie, że to będzie radykalne.

BK: Ja też mam takie poczucie.

PC: Przy czym radykalność nie polega tutaj na tym, że na scenie wyczyniamy rzeczy, które mają ludzi obrażać, które są obrazoburcze i skandaliczne. Nie na tym ten radykalizm polega. Próba przyznania się do tego, że szukamy, że szukamy „jasnego”, nie jest zbyt popularna.

AL: W tym sezonie się tego nie nosi.

PC: Tak, w tym sensie jesteśmy radykalni.

[…]

PC: W tej norze, do której wpada Ala, cały świat jest światem snu. Albo jej wyobraźni. Większość postaci to figury dośnione, pełne, podróż po tych poszczególnych komnatach wypełniają właśnie spotkania z nimi. I są też te postacie niepełne, które się zjawiły, ale już poszło dalej, już przeleciało. W naszym śnie nie zatrzymaliśmy się na tyle, żeby im się przyjrzeć. Kolejne postacie i sceny, które przydarzają się z ich udziałem, można by też od biedy powkładać do różnych szuflad znaczeniowych.

AL: Są tam, jak rozumiem, wyróżnione postacie przewodników.

PC: Tak, tymi przewodnikami, królikami, które przewodzą po norze, są trochę komiczni, trochę groteskowi obywatele: Marian Falski i Falski Marian. Jest ich dwóch, ale może to jedna postać w dwóch osobach. To bardzo sympatyczne figury. Niosą ze sobą cały optymizm tych wszystkich znanych nam nauczycielek, tych przewodników PTTK, przewodników po muzeach, którzy po raz tysięczny mówią z entuzjazmem: „Proszę Państwa, tutaj przed nami jest kolia królowej takiej a takiej z roku tego a tego”. I ta przewodniczka wierzy, że my wszystkie daty zapamiętamy i jak je powtórzymy, to wtedy wszystko się nam w głowach ułoży… To jest ten cudowny, rozkoszny – i doprowadzający do wściekłości optymizm.

BK: Falscy są ze sobą zrośnięci, są jak orzeł i reszka tej samej monety. Im się chwilami, a może nawet przez większość czasu wydaje, że są reżyserami tego sennego spektaklu, chociaż w zasadzie dla wszystkich poza nimi jest zupełnie jasne, że nie ma ani jednego takiego momentu, kiedy świat nory rzeczywiście kształtuje się pod ich dyktando.

PC: To tak jak klaunowi w cyrku wydaje się, że to on zarządza całym interesem.

AL: Bo jak rozumiem, tym interesem nie zarządza nikt? Wszytko to śni się wprawdzie Ali, ale ona przecież też jest ofiarą tego snu, tak?

BK: Tak. To jest sen Ali, ale ona raczej nie ma wpływu na to, co się jej zjawia czy ujawnia.

PC: Są tam również postacie, które Ala przywołuje z pamięci: Felek, Cela, Ola – być może jej znajomi z pracy, koleżanki ze szkoły.

AL: Takie resztki dnia…

PC: Tak, rozpoznajemy tę rzeczywistość, choć one mówią językiem Klickiej, czyli ekstraktem języka polskiego.

AL: Ale są też jeszcze inne figury.

BK: Tak. Mamy na przykład trzech muzyków: Marka, Wacka i Gutka.

PC: To aktorzy w sensie ścisłym, ale zarazem są to muzycy, którzy skomponowali muzykę do spektaklu. Grają na instrumentach, ale też występują w scenach aktorskich i może, kto wie, to oni są tymi prawdziwymi mistrzami ceremonii. Może tak jest, może tak nie jest. W każdym razie to ich właśnie dotyczą sekwencje naprawdę mroczne, rozgrywające się na samym dnie, w najgłębszym miejscu w tej norze. Sceny najmroczniejsze i najbardziej drastyczne pod względem języka, gdzie rzeczywiście mówimy o sytuacji abecadła, które spadło z pieca, które rozpadło się na kawałki. I to jest zabijające.

BK: I jest jeszcze jedna, taka najbardziej tajemnicza postać w norze – Drwal. Drwal pojawia się w dwóch scenach.

PC: To jest nieprawda, autorka zmyśla. (śmiech)

BK: Nigdy nie zmyślam.

PC: Nie, nie. To nie jest Drwal, który pojawia się w dwóch rolach. To jest Drwal i druga postać, albo drugie oblicze tej samej postaci, który się nazywa Ortolan. Jeśli jednym słowem można było powiedzieć, że Drwal jest ciemny, to Ortolan jest jasny. Tak à propos ortolan to nazwa ptaka. To od Basi dowiedziałem się, że istnieje taki ptak i takie słowo w polszczyźnie; to piękny mały ptak wielkości wróbelka, o oliwkowym ubarwieniu.

AL: I mieszka w Polsce?

PC: Tak, przylatuje do nas, pomieszka, pomieszka i odlatuje. Więc wracając do tematu: Ortolan jest drugą stroną tej samej postaci. Zresztą, być może to Ortolan, a nie Drwal występuje tutaj w dwóch osobach.

BK: Tak czy inaczej, to jest jedna postać!

AL: Harrison Ford i Ridley Scott także spierają się co do tożsamości bohatera, którego wspólnie stworzyli w Łowcy androidów.

PC: Najważniejsze, że to nie jest dla Ali chłopak z sąsiedztwa, tylko jest stwór mityczny.

BK: Monumentalny.

PC: Symboliczny. Jest ze snu we śnie, to jakaś figura z głębszego poziomu, jakiś półbóg. Drwal niesie ze sobą całą obojętność świata, apokaliptyczne intuicje…

BK: W tym miejscu trafne byłoby skojarzenie ze Stalkerem Andrieja Tarkowskiego.

PC: On niesie ze sobą jakąś katastrofę, również katastrofę natury, rzeź drzew, jakąś nieuchronność, ciemnienie horyzontu w najgłębszym tego słowa znaczeniu. A ten drugi, Ortolan, jest…

BK: Jasny, pocieszycielski.

PC: Ortolan jest manifestacją otwartości, otwierania, głębokiego oddychania. Jest nawoływaczem.

BK: Kieruje uwagę poza sen.

PC: Po spotkaniu z Ortolanem Alicja jest gotowa, by wynurzyć się z nory.

AL: Brzmi to wszystko dość krzepiąco.

PC: Chyba tak. No, i mamy jeszcze jedną postać, która należy do świata na powierzchni, na ziemi, do realu. To jest Tato. Od rozmowy z Tatą zaczyna się ta historia i na ponownym spotkaniu z Tatą przedstawienie się kończy.

[…]

AL: Z tego, co mówicie wyłania się obraz spektaklu skupionego na relacji pojedynczego człowieka – dziewczynki, dziewczyny, kobiety – z bliskimi i z otoczeniem, czyli spektaklu koncentrującego się po trosze na indywidualnej drodze, po trosze będącego, przepraszam za wyrażenie, refleksją nad statusem języka. Czy ten spektakl ma jakiś wymiar, który można by określić mianem wymiaru społecznego czy politycznego?

BK: Myślę, że temu wymiarowi politycznemu patronuje cytat z Bertolta Brechta (w tłumaczeniu Andrzeja Kopackiego), który brzmi: „Co to za czasy, kiedy rozmowa o drzewach jest prawie zbrodnią”. Ten fragment od początku przyświecał politycznemu wątkowi sztuki.

AL: Który to wątek, jak rozumiem, istnieje.

BK: Tak, istnieje. Chociaż przypuszczam, że osoby, które szukałyby w tym przedstawieniu odpowiedzi na pytania dotyczące palących problemów współczesności mogłyby się rozczarować. Bo ten polityczny wątek jest podejmowany w ostentacyjnie niepublicystyczny sposób. On również jest potraktowany, że tak powiem, językowo. Ale w mojej, w naszej, intencji on istnieje, bo Alicja jest osobą, która wpadła do nory dziś, teraz, a nie w żadnym innym czasie. Może jest też tak, że zastanawiamy się, co my możemy powiedzieć o czasie, który jest dziś.

PC: Słowo „publicystyczność” z pewnością nie nadaje się do opisu tego spektaklu, ale z całą pewnością to wszystko nie odbywa się na wyspach Galapagos. Nasz spektakl nie jest przejawem emigracji wewnętrznej, nie chodzi o to, że my tu sobie tylko o naszej intymnej duszyczce porozmawiamy. Jest tam kilka wyrazistych, bezceremonialnych fragmentów, gdzie to „tu i teraz” – również w wymiarze dosadnie politycznym – jest jak najbardziej obecne. Takie sygnały wprowadzaliśmy całkiem świadomie.

[...]

Rozmowa odbyła się 7 listopada 2017.

Rozmowa – materiał własny Teatru; w przypadku publikacji fragmentów prosimy o podanie źródła.

BARBARA KLICKA
Poetka. Debiutowała w roku 2000. W 2012 wydała tom same same (wyd. Instytut Mikołowski), nominowany do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej SILESIUS. Ostatecznie otrzymała tę nagrodę w roku 2016 za tom Nice (wyd. WBPiCAK w Poznaniu) w kategorii książka roku. W tym samym roku została też laureatką Nagrody Literackiej GDYNIA. W latach 2010–2014 była redaktorką „Cwiszn” – żydowskiego kwartalnika o literaturze i sztuce. Jej utwory były publikowane w kilku przekrojowych antologiach poezji polskiej i tłumaczone na wiele języków. Od września 2017 w miesięczniku „Znak” ukazuje się w odcinkach jej powieść pt. Zdrój
„Język wierszy Barbary Klickiej jest żywy i plastyczny jak świat w rękach dziewczynki, która nie zgadza się na grawitację” (Julia Fiedorczuk).

PIOTR CIEPLAK
Reżyser teatralny. Wykładowca warszawskiej Akademii Teatralnej. Od 2014 roku etatowy reżyser Teatru Narodowego. Biogram reżysera →

ADAM LIPSZYC
Eseista i tłumacz. Pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, uczy w Szkole Nauk Społecznych, w Collegium Civitas oraz na Uniwersytecie Muri im. Franza Kafki. Ostatnio opublikował książkę Czerwone listy. Eseje frankistowskie o literaturze polskiej (Kraków, 2017).

Strona przedstawienia Elementarz →  prapremiera 7 grudnia 2017, sala Bogusławskiego, godz. 19:00

Następne zaplanowane przedstawienia:
8, 9, 10 grudnia, godz. 19:00
16, 17, 18 stycznia, godz. 19:00

 

 

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj