Aktualności

„Śmierć Dantona” – recenzje

Recenzenci i teatralni blogerzy podzielili się w ocenie Śmierci Dantona Georga Büchnera w reżyserii Barbary Wysockiej: 

Scena zbiorowa, na pierwszym planie: Mateusz Kmiecik (Kamil Desmoulins), Wiktoria Gorodeckaja (Julia), Oskar Hamerski (Jerzy Danton), Karol Dziuba (Hérault-Séchelles), Mateusz Rusin (Lacroix), Marta Wągrocka (Adelajda). Fot. Krzysztof BielińskiŚmierć Dantona opowiada o zmierzchu rewolucji z perspektywy jej przywódców, o podziale na szczytach władzy, który wpływa na klęskę prowadzonej polityki. To symboliczny obraz naszych czasów. Profetyczne tu i teraz klęski mającej swe źródło w indywidualnej, samotnej, słabej naturze człowieka, jej ograniczeniach, ambicjach, możliwościach. W jego kompleksach i marzeniach.  Osobowości i charakterze. Przyczyna porażki rewolucji pochodzi z niewydolności procesu decyzyjnego, nieumiejętności dostosowania polityki do dynamicznie zachodzących  zmian. [...] Spektakl spięty jest klamrą pysznej, radosnej, smakowitej sceny zabawy, w której uczestniczą Danton (w okularach przeciwsłonecznych), jego przyjaciele i żona, jakby rewolucja nigdy nie zaistniała. Jakby nic się nie wydarzyło. Tort krojony tasakiem na początku spektaklu i zachłannie, łapczywie jedzony palcami na końcu znamionuje wielki apetyt na słodkie, dostatnie, radosne życie dostępne nielicznym, tym co mają władzę i  świadomie ignorują napierającą wygłodniałą, spragnioną (równości, wolności, braterstwa) niewidzialną tłuszczę, mającą te same potrzeby, pragnącą podobnie korzystać z życia. Symptomem zmian, niepokojącym elementem jest bałagan (stosy ubrań, gruzu, palonych książek=wszelkich ofiar?) w obrębie stalowej konstrukcji wieży, symbolu rewolucji, którego szczytowym punktem jest szafot z niewidoczną gilotyną. [...] Ten piękny, przepełniony radością życia obraz drwi sobie z tego zła, jakie się wydarza. Pomija go, unieważnia. Pokazuje marzenie spełnienia, zaspokojenia, pełni. Jest punktem odniesienia, perspektywą spojrzenia na wszelkie zmiany, mniej lub bardziej radykalne. A może to oskarżenie, że ukrytą motywacją wszelkiego ludzkiego działania są niskie pobudki, zaspokojenie podstawowych potrzeb egzystencjalnych: wyrwany światu kęs tortu, seks, poczucie swobody, spokoju wśród przyjaciół, najbliższych. Cudowna scena, wspaniały pomysł. Uzmysławiający, że nawet odrobina zwykłej przyjemności, szczęścia w życiu może być zagrożona, odebrana, może być poza zasięgiem”. 
„Barbara Wysocka wyreżyserowała bardzo dobry spektakl. Stworzyła z aktorami postaci charakterystyczne, sceny znaczące. Nawiązujące inteligentnie, subtelnie do bieżących wydarzeń życia politycznego, naszych nowych wspaniałych czasów. Scena klamra z tortem jest genialna: sugestywna, metaforyczna, po prostu piękna” – czytamy w portalu okiem-widza.blogspot.com. (Ewa Bąk) Czytaj więcej →

Sprawą Dantona w Narodowym Barbara Wysocka pokazała, że kto wysyła wrogów na polityczny szafot, sam tam wkrótce trafi. Przepowiednię wypowiada Danton skazany przez Robespierre'a na śmierć. Zbudowaną przez Barbarę Hanicką trzykondygnacyjną wieżę władzy wieńczy metaforycznie gilotyna z rynną na odcięte głowy. A gdy w trybunale rewolucyjnym zaczął się proces, to po dobraniu odpowiednio zeznających świadków oskarżenia, rewolucja na pewno pożre swoje dzieci. Gdy niewolny od grzeszków typowych dla ludzi władzy sybaryta Danton (świetny Oskar Hamerski) drwi z Robespierre'a, że nie grzeszył, bo nie miał żony ani kochanki i prowadzi egzystencję samotnika, znajdujemy się w kulisach debaty, czy krajem może rządzić człowiek żyjący jak mnich. Barbara Wysocka idzie dalej i w jednej ze scen zilustrowała domysły o tym, co może robić polityk niemający życia prywatnego. [...] Teraz w Teatrze Narodowym reżyserka uzmysławia, do czego prowadzi ortodoksja w warunkach wojny pomiędzy przywódcami, których łączyła kiedyś walka z politycznym wrogiem, a poróżniła różnica osobowości, wizji i celów. [...] Procesowa machina zmierza do finału. Wysocka, pokazując polityczne flaki, mogłaby skrócić również swój spektakl. Ale gdy Robespierre rzuca do kosza zakrwawione kapuściane łby, jasne jest, że ci, co nie mają z kim przegrać, przegrywają na własne życzenie” – stwierdza Jacek Cieślak w dzienniku „Rzeczpospolita”, w zakładce Kultura. Czytaj więcej → (recenzja dostępna także w portalu e-teatr.pl → )

„Spektakl Wysockiej o rewolucji w imię oczyszczenia moralnego, która przy zachęcie «suwerena» zmienia się w karnawał terroru i na koniec zjada własne dzieci, jest z premedytacją ostentacyjny i dosłowny. Niewyszukane symbole, kostiumy z epoki, peruki i makijaże, mięsiste, z rozmachem aktorstwo dobrze współgrają i z pełnym biologicznych metafor tekstem Büchnera, i z dzisiejszą, zanurzoną w prostacko interpretowanej historii Polską. Danton (świetny tu Oskar Hamerski) do śmierci pozostanie w kaftanie i portkach z XVIII w., odreagowujący kompleksy pod przykrywką słusznej sprawy Robespierre (Przemysław Stippa) i jego ekipa prawych i sprawiedliwych zmienią kaftany i peruki na garnitury (i gadżety) z epoki Gomułki. Komentarz do Marca '68 i jego obecnego, specyficznego powrotu po półwieczu?” – zastanawia się Aneta Kyzioł w „Polityce” ( recenzja dostępna także w portalu e-teatr.pl ) Czytaj więcej → „Na scenie, pozbawionej kulis, stoli wielka trzypiętrowa, przesuwana wokół osi konstrukcja. Jej szczytu sięga rynna, którą toczyć się będą głowy Dantona i jego zwolenników. Robespierre (Przemysław Sippa), stojąc na samej górze, przyglądać się będzie śledztwu, a potem sprawować funkcję kata sam. Wcześniej stoczy walkę o aresztowanie Dantona, zalewając jakobinów słowami. W drugiej części spektaklu, kiedy tak stoi u szczytu (potęgi? dyktatury?), nie mówi już ani słowa. Tylko co pewien czas czubkiem buta potrąci palce Dantona, którymi uwięziony przeciwnik czepia się kratownicy. Wtedy jest najgroźniejszy. I naprawdę odrażający. [...] Wysocka precyzyjnie przeniosła na scenę mechanizm samopożerającej się rewolucji, która traci orientację, kiedy obywatele wymykają się spod jej kontroli. Fanatycy zmiany stają się wrogami tych, którzy kochają życie. Muszą ich zniszczyć – tak to oceniał Büchner. Ale Wysocka nie daje za wygraną – trochę to wygląda na życie po życiu, ale pod koniec przedstawienia znowu powraca scena z tortem. I choć bohaterowie już umarli, to nie przestali gustować w dobrach tego świata. Terror nie oduczył ich kochać życia. [...] Świetnie skonstruowane przedstawienie...” – ocenia Tomasz Miłkowski  w Tygodniku „Przegląd” / AICT Polska. Czytaj więcej →

Scena zbiorowa. Fot. Krzysztof Bieliński

„Wysocka wykorzystuje koncept sprawdzony z sukcesem przy Udręce życia Jana Englerta, a więc umieszcza publiczność na zbudowanej w dużej mierze na scenie widowni. Po to – jak rozumiem – by zbliżyć nas do aktorów, kazać bardziej namacalnie poczuć z nimi kontakt, zburzyć bezpieczny dystans wobec zdarzeń. Możemy też dzięki temu przyjrzeć się dokładnie zbudowanemu przez Barbarę Hanicką domowi rewolucji, w którym są jednocześnie stronnicy Dantona i jakobini od Robespierre’a (Przemysław Stippa), a ciąży nad nimi skrwawiona pochylnia na spadające, ścięte gilotyną głowy. Nie pierwszy raz scenografia Hanickiej, wzmocniona jeszcze doskonałymi kostiumami Katarzyny Borkowskiej, jest największym atutem przedstawienia. Kłopot w tym, że w Śmierci Dantona owa konstrukcja staje się bytem samoistnym, niewypełnionym reżyserską interpretacją ani pełnokrwistymi sylwetkami postaci. Skutek jest taki, że spektakl w Narodowym ogląda się jak ożywioną instalację. Czasami zachwycają poszczególne obrazy, zapadnie w pamięć dialog, ale na całość pozostajemy dziwnie obojętni. Jakby Barbara Wysocka, zwykle imponująca nowymi interpretacjami klasyki, dała się uwieść frazom niemieckiego romantyka, ale na jego młodzieńcze dzieło nie miała tym razem pomysłu. Dlatego inkrustuje tekst to tym, to owym, ale nie zmienia to wrażenia, jakby słowa żyły w tym przedstawieniu własnym życiem, nie nakładały się na bohaterów Büchnera ani nie zespalały z aktorami” – dzieli się swoją odmienną opinią Jacek Wakar w portalu Onet.pl w zakładce Kultura. Czytaj więcej →

„Wyrazista gra aktorów i dynamicznie prowadzona akcja powodują, że przedstawienie wciąga. Niezależnie jednak od tego teatralnego komentarza do mechanizmów każdej w istocie rewolucji warto podkreślić, że po doświadczeniach XX wieku wiemy dziś o nich więcej. Krwawe rewolucje - bolszewicka, chińska i wiele innych – pokazały, że na ołtarzach tzw. konieczności rewolucyjnych składane bywały kolejne ofiary i pożerane własne dzieci. Dlatego też udany spektakl w Narodowym możemy traktować tylko jako historyczny komentarz” − pisze Mirosław Winiarczyk w tygodniku „Idziemy”. Czytaj więcej →

„... warto było sięgnąć po Śmierć Dantona, bo rewolucja francuska jest kopalnią spostrzeżeń: na temat miejsca jednostki w procesie dziejowym. Także jednostki, która do pewnego momentu jest liderem zdarzeń. Przewodzi. Mamy do czynienia z mnóstwem obserwacji dotyczących wyborów poszczególnych postaci. I uwag dotyczących klimatu nieładu: społecznego, ale także myślowego. [...] Mamy aktualną do dziś refleksję polityczną: kto jest groźniejszy, fanatycy czy sprzedajni pragmatycy. Łatwo ją sprowadzić do doraźnych aluzji nawet i do polskiej rzeczywistości (sekta kontra mafia?). Ale nawet jeśli reżyserka pomyślała o nich, tekst broni się przed natrętną aktualizacją. I nasuwa skojarzenia odleglejsze od polskich, dotyczące różnych rodzajów totalitarnych utopii. Choć naturalnie pewne cząstkowe mechanizmy są wspólne dla różnych systemów i epok. A równocześnie chyba nawet bardziej zaintrygowały Wysocką rozmowy w cieniu gilotyny, owe manifesty ateizmu, rozterki i szamotaniny: po co żyjemy, jak i dlaczego umieramy. [...] Niemniej większość owego scenicznego bezładu zgodna jest z klimatem chaosu świata bohaterów, także finałowa rupieciarnia, także imitowanie piłkami ludzkich głów. Nie dziwiło mnie, kiedy ludzie Robespierre’a  na naszych oczach stopniowo zmieniali stroje z epoki na współczesne. To – mam nadzieję – nie oklepana aluzja do naszej rzeczywistości, a podkreślenie uniwersalizmu rewolucyjnej utopii. Najbardziej konserwatywnym widzom to rozedrganie będzie pewnie przeszkadzać. Ja widziałem w nim potwierdzenie natury tego dramatu – metafory wykraczającej poza własne czasy”. 
„Tu za to nie rażą współczesne wtręty, ani klimatyczna muzyka samej reżyserki, bo wiemy i słyszymy, o czym to jest. Także dzięki aktorom. [...] Początek wydał mi się zimny, trochę odległy od naszych spraw. Kiedy się kończyło, doceniłem siłę teatru opowiadającego o człowieku bez fotograficznego realizmu, a przecież sugestywnie. Ten finał dał się zapamiętać jako przeraźliwie smutny. [...] Zapewne niedługo znów będę z Barbara Wysocką po dwóch stronach teatralnej barykady. Na razie jej gratuluję. A jeszcze bardziej sile teatralnej maszynerii umiejącej opowiadać o  wszystkim. I Janowi Englertowi – żywego teatru” — konkluduje Piotr Zaremba w portalu wPolityce.pl Czytaj więcej →  

O kreacjach aktorskich:

Oskar Hamerski to doskonały Danton, żywioł nad którym nikt nie ma władzy. Osobowość charyzmatyczna, radosna, wiarygodna. Przywódca z instynktem wyczuwającym przeciwnika, prawdziwe nastroje, oczekiwania ludu. Umysłem, czuciem, diagnozą wybiegającym w przyszłość. Realnie oceniającym sytuację, celnie przewidującym bieg zdarzeń. Wie, że został pokonany przez własną niezdolność wybrnięcia z pogarszającej się sytuacji. [...] Robespierre Przemysława Stippy to figura zimnego rewolucyjnego fanatyka, twardego autorytetu moralnego (cnota o podłożu religijnym), który idzie w zaparte i kontynuuje terror. Zamienia XVIII-wieczny czarny, wytworny kaftan, pończochy, perukę, buty na szary, współczesny garnitur. Jego sprzymierzeńcy czynią podobnie. To współczesna generacja polityków cynicznych, idących niezgodnie z prawem do celu. Jest symbolem bezwzględnego dyktatora, metodycznie manipulującego procesem oskarżenia, członkami Trybunału Rewolucyjnego, kształtującym nieprzychylne nastawienie opinii publicznej do Dantona, żywiołowego realisty, którego improwizowana mowa obronna nie jest w stanie go ocalić. Ostatecznie bezwzględna taktyka Robespierre'a zwycięża z Dantona improwizowaną retoryką. Nieprzystępny, nieprzejednany, zamknięty w sobie, wyalienowany Robespierre  wykonuje osobiście (w spektaklu) wyroki śmierci, jest katem. Po długiej rynnie gilotyny zsuwają się symboliczne zakrwawione kapuściane głowy Dantona i jego przyjaciół. Oni obok ucztując, skandują uciesznie po każdym kolejnym ścięciu. Wiecznie żywi. Nieśmiertelni. Niezniszczalni”.  (okiem-widza.blogspot.com. Czytaj więcej → )

Oskar Hamerski gra Dantona z żarłocznością nie mniejszą niż Depardieu, wyzywająco. To facet głodny życia, a przez to, paradoksalnie, chce zasmakować śmierci. Może gubi go pycha, ale jest też zmęczony, dlatego chce się wyłączyć z krajowej rozgrywki. Kiedy zamierza do niej wrócić, jest już za późno. [...] Świetny Paweł Tołwiński w roli Saint Justa mało nie eksploduje, przekonując suwerena, że każda zmiana wymaga ofiar, a to, co ma się wydarzyć, nie jest niczym szczególnym”. (Jacek Cieślak, „Rzeczpospolia” Czytaj więcej →  portal e-teatr.pl → )

„...pełna pasji robota całego zespołu, na którego tle błyszczą dwaj przeciwnicy: Robespierre i Danton. Jest jeszcze ten trzeci, St. Just. Zazwyczaj przedstawiany na scenie jako szczupły, energiczny, uwodzicielski młodzieniec, pełen żaru stręczyciel idei. Tym razem St. Just (Paweł Tołwiński) przypomina boksera: krępy, niezbyt atrakcyjny, sprytny gracz. Kto wie, czy nie bardziej niebezpieczny od fanatycznego młodzika”.  (Tomasz Miłkowski  w Tygodniku „Przegląd” / AICT Polska. Czytaj więcej → )„Młoda Wysocka postawiła na młodszą lub mniej eksponowaną część zespołu. I to się sprawdziło. Oskar Hamerski jako Danton spełnia rolę przewodnika po krainie szaleństwa. Jest biologiczny, a jednak niedosłowny, niedosłowny, ale w finale budzący sympatię, bo tak bardzo człowieczy, także w swojej bucie i zblazowaniu. Przemysław Stippa jako Robespierre jest całkiem inny niż Pszoniak. Przypomina go na początku, skupiony, ascetyczny, nie odkrywający kart. Ale potem zmienia się w połamanego psychopatę. Może to zbyt prozaiczne odczytanie tej postaci? Ale czy nie prawdziwe? I czy nie mające pokrycia w tekście, w tych szaleńczych tyradach? W finale jako groźna milcząca postać wisząca nad wszystkim na ostatnim piętrze, Stippa-Robespierre dawał się zapamiętać na długo. I mnóstwo ról mniejszych. Kacper Matula też daje się zapamiętać w obłędnym zupełnie monologu Barere’a, jednego z członków Komitetu Ocalenia Publicznego, czyli narzędzia terroru. W konfrontacji z Pawłem Paprockim – Collotem. Nie wiem, dlaczego Karol Dziuba gra jako jedyny dwie postaci, obie związane z Dantonem, ale jest bardzo przekonujący. Swój mocny monolog ma też bardzo biurokratyczny Saint Just Pawła TołwińskiegoMateusz Rusin (wschodząca gwiazda Narodowego, Lacroix) i Mateusz Kmiecik (Kamil Desmoulins) świetnie partnerują Dantonowi oscylując między surrealistyczną groteską, a grą emocjami, serio. Tacy są tu zresztą wszyscy. Büchner zwracał baczną uwagę na kobiety. Wiktoria Gorodeckaja jest interesująca w swojej ewolucji żony Dantona: od frywolnej, nieco szalonej dziewczyny Dantona do melancholijnej samobójczyni. Swoje pięć minut ma też młodziutka gwiazda filmu Wołyń – Michalina Łabacz jako żona Kamila Desmoulinsa, Lucille. Jej końcowy krzyk zapamiętamy wychodząc z teatru”. (Piotr Zaremba, wPolityce.pl Czytaj więcej → ) 

Na zdjęciach Śmierć Dantona w reżyserii Barbary Wysockiej. Fot. Krzysztof Bieliński
- od góry:
1. scena zbiorowa, na pierwszym planie: Mateusz Kmiecik (Kamil Desmoulins), Wiktoria Gorodeckaja (Julia), Oskar Hamerski (Jerzy Danton), Karol Dziuba (Hérault-Séchelles), Mateusz Rusin (Lacroix), Marta Wągrocka (Adelajda)
2. scena zbiorowa

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj