Aktualności

„Tchnienie” – recenzje

 

Tchnieniu Duncana Macmillana w reżyserii Grzegorza Małeckiego piszą recenzenci i teatralni blogerzy: 

Na zdjęciu: Justyna Kowalska, Mateusz Rusin w Tchnieniu Macmillana w reżyserii Grzegorza Małeckiego. Fot. Tomasz Urbanek / East News

„To współczesna opowieść o wzlotach i upadkach związku dwojga trzydziestolatków, którzy uczą się obsługi tak zwanego dorosłego życia. Stawką jest tu między innymi umiejętność brania odpowiedzialności za drugiego człowieka, ale żeby ją posiąść, trzeba najpierw odpowiedzieć sobie na fundamentalne, choć niełatwe pytanie: kim jestem? To właśnie ono pulsuje pod spodem relacji bohaterów, którzy jednocześnie przyciągają się i odpychają, gubią się i odnajdują, odbijają między sobą piłkę jak w tenisie. Pierwsza rzecz, która liczy się w reżyserii tego tekstu to, jak sądzę, określenie z aktorami trajektorii lotów tej piłki, czyli ustawienie dynamiki relacji między postaciami. To Małeckiemu udało się bardzo dobrze. Zwłaszcza, że reżyser wystawił tekst na zupełnie gołej scenie z udziałem tylko dwojga aktorów, którzy przez niemal półtorej godziny nie mają szansy zasłonić się ani atrakcyjną scenografią, ani efektownym konceptem inscenizacyjnym. Justyna Kowalska i Mateusz Rusin grają swoich własnych rówieśników i są w tych rolach naprawdę autentyczni, ale – przede wszystkim – czują mocny rytm dialogów, który podbijają raptownym montażem kolejnych scen, ledwie zaznaczając «cięcia» z jednej sekwencji czasowej do następnej. Ten prosty zabieg dynamizuje narrację, zagęszcza relacje bohaterów, którym tak naprawdę nie wydarza się «nic nowego pod słońcem»” – stwierdza Szymon Kazimierczak w portalu Teatralny.pl. Czytaj więcej →

Sytuacje sceniczne, rozmaite wydarzenia, przemieszczanie się bohaterów w przestrzeni i czasie – wszystko to widz ogląda oczami swojej wyobraźni wywołanej dialogującymi ze sobą postaciami. Dramaturgia przedstawienia tworzona jest tu wyłącznie słowem. Ascetyczny, minimalistyczny w wykorzystaniu środków teatralnych, mądry i głęboki w podejmowanej tematyce spektakl. W pełni udany debiut reżyserski Grzegorza Małeckiego. [...] Przedstawienie jest znakomicie wyreżyserowane i świetnie zagrane. Widać tu ogromną dyscyplinę aktorską w prowadzeniu ról. Taki spektakl, gdzie aktorzy nie mogą «schować się» na przykład za dekoracją czy wspomóc rekwizytem albo multimediami (co dzisiaj nagminnie jest wykorzystywane w teatrach, niestety), wymaga od aktorów nie tylko panowania nad słowem, ale i świadomości, że tylko wypowiadanymi słowami, ich modulacją, barwą głosu, mimiką, rytmem wypowiadanych kwestii budują całą przestrzeń spektaklu. A także przestrzeń duchową postaci, ich rozwój emocjonalny i upływ czasu. Tutaj wszystkie te elementy zaistniały. Można powiedzieć, że spektakl ten przywraca słowu należne miejsce w teatrze. A to ważne, bo teatr od lat coraz bardziej deprecjonuje słowo na rzecz często rozmaitych bezsensownych skandalizujących obrazków, jakiejś dziwacznej bieganiny po scenie. Tutaj każde słowo jest słyszalne i nasycone treścią. A każda pauza ma «mówiące» znaczenie” – ocenia Temida Stankiewicz-Podhorecka w Naszym Dzienniku (recenzja dostępna także w wortalu Dziennik Teatralny i na e-Teatrze.pl). Czytaj więcej → 

Obserwujemy młodą parę w fazie wzajemnego poznawania, sprawdzania, testowania. Pokonywania przeciwności. Uczenia się siebie nawzajem. Odkrywania kim są, chcą być. W warunkach gdy mogą polegać tylko i wyłącznie na sobie. Brakuje w tym procesie dostrajania się ich bliskich, znajomych, przyjaciół. Indywidualnych historii, niezbędnego kontekstu. Jakby stwarzali swój świat od nowa, oparty wyłącznie na ich uczuciu, systemie wartości. Jakby mieli wystarczyć sami sobie, i to najpierw dla siebie a potem dopiero dla innych. Dlatego znajdują się w czarnej, zupełnie pustej przestrzeni. Brakuje tu wszystkiego /scenografii, rekwizytów, kostiumów, muzyki, światła/, co mogłoby zakłócić, zniekształcić lub ułatwić budowanie związku. Muszą polegać tylko na sobie. Aktorzy – błyskotliwa, temperamentna, zmienna w nastrojach Justyna Kowalska i jakby w tle, zagubiony, niepewny, defensywny Mateusz Rusin  mają bardzo trudne, wymagające od nich kondycji, talentu i przygotowania, zadanie. Grają w ascetycznych warunkach. Uwaga widzów skupiona jest wyłącznie na nich, na komunikatach ich ciał i słów. Na sposobie wypowiadanych kwestii, gestach, mimice, intonacji, które stwarzają sytuacje, budują napięcie, nastroje, emocje. [...] O wymowie sztuki zdecydował debiutujący w roli reżysera Grzegorz Małecki. Postawił na to, co zna najlepiej; na siłę, magię, czar aktorstwa. W pustej scenicznej przestrzeni wyczarował odważnym, mocnym aktorstwem i silną osobowoscią, temperamentem Justyny Kowalskiej i wycofanym, spokojnym, opanowanym, jakby przestraszonym Mateuszem Rusinem poruszającą, energetyczną, zabawną opowieść o naturze niedojrzałego związku, miłości. Sprawnie wyreżyserował kameralny, skupiony wyłącznie na mowie ciała i potrzebach duszy spektakl z bohaterami szukającymi własciwych słów, odruchów, reakcji, gestów” – pisze Ewa Bąk na blogu okiem-widza.blogspot.com. Czytaj więcej → 

„Dwójka aktorów – Justyna Kowalska i Mateusz Rusin – świadomie bierze na siebie odpowiedzialność za tę sztukę. Grają pewnie i lekko jednocześnie. Wypełniają ten tekst sobą, świetnie odnajdując rytm spektaklu – który daleki jest od precyzyjnego, teatralnego rytmu. Przypomina on raczej coś typowego dla codziennego życia – urywanego, zaskakującego, nacechowanego całą gamą różnorodnych emocji. Z przyjemnością słucha się tego, co mówią, krążąc wokół fascynacji, obaw i frustracji swoich bohaterów.
Tchnienie w Narodowym to więc nie tylko osobisty triumf debiutującego w roli reżysera Grzegorza Małeckiego. To przede wszystkim piękny przykład tego, że warto ufać aktorom – ich talentowi, pasji, pracy. Wychodzą na scenę i robią to, co potrafią najlepiej. A reżyser? Jest i nie ma go jednocześnie. Realizuje pomysł, prowadzi, ale nie przytłacza widza swoją wizją. Wręcz przeciwnie – miałam raczej poczucie, że w tej historii bardzo pilnuje się, by nic nie było nadpowiedziane. Spektakl po prostu dzieje się na naszych oczach i działa – na emocje, wyobraźnię, wrażliwość. [...] Muszę przyznać, że piękny jest taki teatr, piekielnie …uroczy! I czuły. Taki na szczyptę zachwytu, małe wzruszenie, uśmiech. I oddech. Tchnienie właściwie” – dzieli się swoimi uwagami Justyna Potasiak w portalu Kultura do góry nogami. Czytaj więcej →

„Trudno było o lepszy wybór na debiut – Małecki, wszechstronny i przenikliwy w budowaniu postaci, przywiązany do słowa jako nośnika teatralności, wziął na warsztat dramat, którego autor świadomie rezygnuje z tak modnych w dzisiejszym teatrze efektów, uwrażliwiając na językowy fundament dramatu. [...] Cała sztuka toczy się tu w języku, który podporządkowuje sobie całą resztę, czyli żywe ciała aktorów, przenikając ich bez reszty. Liczyć mogą tylko na słowa i towarzyszące im gesty, grymasy, intonację, zawieszenia głosu. Jak bowiem zasugerował autor, na scenie nie ma żadnych dekoracji, nie ma muzyki, nawet światło pozostaje prawie niezmienne. To aktorzy muszą sobą zbudować całą dramaturgię. Zadanie trudne, ale fascynujące, nie tylko początkującego z impetem reżysera, ale także parę wykonawców, Justynę Kowalską, mniej scenicznie doświadczoną (zaledwie rok po ukończeniu szkoły teatralnej), i Mateusza Rusina, już po kilku wyrazistych sprawdzianach na scenie. Tym razem jednak zadanie ich obojga wykraczało poza horyzont tradycyjnego teatru dramatycznego czy warsztatu performera. Mieli stworzyć i stworzyli na scenie żywą, pulsującą, zmieniającą się relacje pary młodych ludzi, potem już starszych, a wreszcie bardzo starych, słowem mieli ukazać największą przygodę, jaka jest udziałem każdego: podróż przez życie, usianą momentami zabawnymi, kuszącymi, dramatycznymi, trudnymi do zniesienia” – pisze o spektaklu Tomasz Miłkowski w portalu AICT-Sekcja Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych. Czytaj więcej →

„[Małecki] Wybrał tekst o wysokim stopniu ryzyka, sztukę rozgrywaną na pustej scenie przez dwójkę aktorów. To może się udać tylko wtedy, gdy wszystkie elementy konstrukcyjne spektaklu są najwyższej jakości. [...] Akcja dzieje się nieśpiesznie, nie ma w niej fajerwerków, a jednak wciąga. Tworzy się też wspaniały dialog aktorów z wyobraźnią widzów, a pusta scena temu sprzyja. Justyna Kowalska i Mateusz Rusin są całkowicie zdani na siebie i tworzą niezwykłą więź. Ich opowieści wzruszają, a oni potrafią je rozbroić żartem czy wzbogacić nutą nostalgii. Więcej stawiają pytań, niż dają odpowiedzi” – notuje Jan Bończa-Szabłowski na łamach dziennika „Rzeczpospolita”. Czytaj więcej →

Kowalska i Rusin grają niezwykle swobodnie, naturalnie. Odniosłam wrażenie, że nie tyle inscenizują, co po prostu intensywnie «są» na scenie. Posługują się językiem potocznym, bezpretensjonalnym. Mówią zwyczajnie, bez skrępowania: nie kończą zdań, wchodzą sobie w słowo, czasem mówią jednocześnie, powtarzają, wycofują się z tego, co przed chwilą powiedzieli, dopowiadają. Prezentują cały wachlarz emocji. Młodzi aktorzy brylują na scenie. Po mistrzowsku żonglują uwagą widzów, nie pozwalają jej umknąć nawet na chwilę, publiczność się temu poddaje, zamiera w bezruchu, wstrzymuje oddech, by za chwilę, gdy napięcie opadnie, wymownie odetchnąć. Tchnienie urzeka prostotą, tak cudownie wyróżnia się spośród tego, co na co dzień możemy oglądać w warszawskich teatrach” – zauważa Marta Żelazowska w portalu Teatrologia.info. Czytaj więcej →

Para aktorów – cóż, nie zawiedliśmy się na obojgu. Mniej do tej pory wykorzystywana Justyna Kowalska, przedstawicielka sprawnej młodzieży Narodowego, nawet trochę chwilami przesłania bardziej aktorsko spełnionego Mateusza Rusina. Ale to wynika z tekstu. Kobieta tu dominuje zgodnie z nowymi trendami, i zresztą okazuje się chwilami postacią z pazurkami. Kowalska świetnie demonstruje pełną amplitudę nastrojów grając zarazem z dystansem przynależnym tej konwencji” – ocenia Piotr Zaremba w portalu wPolityce.pl. Czytaj więcej → 

Nie byłoby może w tym nic odkrywczego, bo takich historii oglądaliśmy już w teatrze tysiące, gdyby nie to w jak niebanalny sposób te prawdy eksponuje w dramacie sam autor poprzez metaforykę i dynamikę oraz zrytmizowanie językowych konstrukcji, i w jaki emocjonalny sztafaż ubierają poszczególne starcia sami aktorzy, w tym przypadku świadomi każdego słowa, każdej intencji i każdej myśli, którą muszą wobec siebie wyartykułować i z którą muszą się zmierzyć. Widać, że Grzegorz Małecki, wspólnie z aktorami, bez wątpienia pełni ciekawości sensów, jakie z angielskiego dramatu można wydobyć, pochylili się nad tym tekstem z ogromną pieczołowitością i skrupulatnie rozczytali każdą scenę ze skalpelem w ręku. [...]  Ważne jest jak najbardziej czyste przeprowadzenie myśli i intencji, budowanych słowem i ciałem aktora, gestem, jego mimiką i grą spojrzeń, a także głęboko wpatrzonych w drugiego człowieka oczu. To z samych siebie aktorzy stwarzają cały kosmos, który ma ich zaprowadzić do prawdy, dobra i spełnienia. Jest w tej realizacyjnej skromności, delikatnym i czułym dotykaniu literackiego tworzywa, a przez to docierania do wrażliwości samego człowieka, coś naprawdę ujmującego, niezwykle ciepłego i jednocześnie zachwycającego.
I jeszcze kilka słów o aktorach, bez których przecież naprawdę wielkiego sukcesu tego przedstawienia by nie było. Justyna Kowalska i Mateusz Rusin są tutaj jak dwa najlepiej zestrojone instrumenty muzycznego duetu – żadnego fałszu, ani jednego nietrafionego dźwięku. Ogromnym objawieniem jest dla mnie to, co zrobiła i pokazała Justyna Kowalska. Od jej oczu, nie tylko tych pełnych łez, nie mogłem oderwać swoich. To do niej zdecydowanie należała pierwsza część spektaklu, ale też jej troskliwość o losy tego świata była zdecydowanie większa. Tak rozłożył zresztą akcenty i wymyślił te postaci Macmilian. Ale im dalej zaskakującego finału, rola Rusina przepięknie rozkwita, by w finale zabrzmieć niczym koda, nie tylko jako krótki ozdobnik podsumowujący i wieńczący dzieło, ale mocny akord jego godnej podziwu dojrzałości, prostoduszności i zwykłej, ludzkiej życzliwości” – pisze Wiesław Kowalski w portalu Teatr dla Wszystkich. Czytaj więcej → 

Tchnienie skradło moje serce powolutku, niepostrzeżenie. Byłam tam razem z bohaterami, czułam z nimi, każdy ich krok był moim. Mądry, przejmujący, aktualny i pełen podstawowych życiowych pytań tekst. Delikatne, pełne wrażliwości podejście reżysera. Wspaniała, porywająca gra aktorska. Jak dla mnie jest to najlepsza premiera od dawna w tym teatrze. Brakowało takiego spektaklu!” – podsumowuje Agnieszka Tatera na blogu agnieszkatatera.wordpress.com. Czytaj więcej → 


Strona spektaklu → 

Korzystając z serwisu internetowego Teatru Narodowego akceptujesz zasady Polityki prywatności oraz wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Plik cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookie, kliknij tutaj